wtorek, 27 września 2016

Przed świtem

KAIEN

Czułem się całkowicie zjebany. Zaspokojony i rozmarzony jak romantyk-idealista. Zacząłem zauważać, że coraz częściej tak miałem po seksie z tobą. 
Leżeliśmy potem w łóżku, wtuleni w siebie, spokojni i zjebani. Twój oddech delikatnie ogrzewał skórę, a blond włosy łaskotały klatę.
Czułem się szczęśliwy.
Chyba.
To takie proste i jednocześnie skomplikowane jak cholera.
Czy mogłem być z facetem? Bo to coś więcej, prawda? 
Kot pewnie wróci dopiero nad ranem. A może nie wróci. Może już ma kaca? Ciekawe, co się teraz dzieje w jego poczochranej głowie?
Zresztą, nieważne.
- Śpisz?
Chyba tak. Oddech miałeś spokojny i cichy. Szybko poszło. Ja nie mogłem zasnąć.
Jezu, jakie to było zajebiste. Anal to jest to.
Tak, na bank byłem szczęśliwy. Leżałem i uśmiechałem się do siebie. Było mi tak ciepło w środku.
Ciepło.
W środku.

Ale gdzieś głęboko budził się niepokój. Niewyjaśniony i dziwny.
Kurde, niedobrze.
Wstałem z łóżka i poszedłem do łazienki. Wlazłem pod prysznic i odkręciłem wodę. Za dużo myślałem. To do mnie niepodobne. Woda przyjemnie masowała mięśnie i pieściła myśli.
Nie, nie mogę się zakochać w mężczyźnie. To niedorzeczne.
Dobra, jestem bi, ale co z tego?
Niepokój.
Niedobrze.
Bałem się, że nie dam rady. Stchórzę. Bałem się, do cholery!
To nie wypali. Nie uda nam się. Nikt nie może się o tym dowiedzieć.
Kot już wie? A Kyu?
Skąd ten cholerny niepokój?
Czemu nie mogłem zadurzyć się w jakiejś lasce? Przecież kiedyś kochałem Risę.
Nie mogłem już nawet korzystać z życia. Coś we mnie pękło.
Nie mogłem.
Bałem się, że cię skrzywdzę. Już krzywdziłem siebie. Musimy coś z tym zrobić, Senju.

Zakręciłem wodę i wyszedłem spod prysznica. Nawet się nie wytarłem. Poszedłem nago do kuchni. Była czwarta nad ranem. Zapaliłem papieroska i usiadłem przy stole. Tkwiłem sobie tak w ciemności i rozmyślałem.
I po co to wszystko?
Głowa mnie bolała. Będzie kacyk, oj, będzie. Zapaliłem światło i otworzyłem szufladę. Znalazłem kilka tabletek i popiłem je wodą.
To na nic.
Będzie kac. Na bank.
A mogłem sobie spokojnie leżeć z tobą w łóżku. Zasnąć w twoich miękkich ramionach i szczęśliwie pochrapywać. 

Wróciłem do łóżka po dłuższej chwili. Spałeś sobie słodko, taki piękny i niewinny. Siedziałem i gapiłem się na twoją twarz.
Senju, czy ty też boisz się tego, co jest między nami?
Pogładziłem cię leciutko po włosach i poczułem ucisk w gardle.
Cholera. Jakie to jest popierdolone. Czemu nie możemy być razem? Czego ja się w ogóle boję? Myślę, że się w tobie zakochałem. Ale przecież wiesz, że to nie wypali. Przepraszam, Senju.

Westchnąłem i położyłem się do łóżka, a potem objąłem cię udem. Zamruczałeś coś przez sen, a ja mimowolnie się uśmiechnąłem.
Słodki.
Kurde, to bolało.
Nie chciałem podejmować takiej decyzji.
Nie myśl, Kaien.
Nie myśl.
To się nie liczy. Teraz liczy się tylko ta ciepła, miękka skóra. Blond włosy i delikatnie drgające powieki. Chyba faza REM. Coś ci się śniło.
Znowu westchnąłem i zamknąłem oczy.
Dasz radę, Kaien.

Boli

SENJU

Wszystko pulsowało. Wirowało mi przed oczami. Kręciło mi się w głowie. Czułem tylko twoje władcze ręce i zamulający zapach żelu. Nie zamknąłem oczu. Patrzyłem.
Byłeś piękny. Taki pewny siebie, cwany i napalony.
Kiedy żołądź przeniknęła do środka, wstrzymałem oddech. Trochę bolało. Troszeczkę.
Pchnąłeś biodra i wszedłeś głębiej.
Znowu zamarłem.
Boże, kiedy ja się do tego przyzwyczaję?
- Boli? - spytałeś, gładząc mój brzuch.
- Trochę. Obejmij mnie.
Pochyliłeś się i pocałowałeś mnie w policzek, a ja objąłem cię nogami.
Boże, czemu to zawsze musi boleć? 
Wbiłem ci paznokcie w plecy i jęknąłem.
- Spinasz się - powiedziałeś i pocałowałeś mnie w skroń.
- Wcale nie.
- Przecież widzę. Rozluźnij się - szepnąłeś i dotknąłeś leciutko ustami moich rzęs.

Coś we mnie pękło. To było zbyt intymne i czułe. Ważniejsze niż penis w dupie. Całowałeś moje rzęsy. Matko, wzruszyłem się. Zacisnąłem zęby i poczułem, że za chwilę się popłaczę. Zacisnąłem też dupę.
Cudownie.
- Czemu płaczesz? Mam przestać? Bardzo cię boli? - spytałeś, patrząc mi uważnie w oczy. - Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić.
- Nie. To nic takiego, po prostu się rozczuliłem - powiedziałem i wziąłem głęboki wdech.
- Nie płacz, kotku - uśmiechnąłeś się i zacząłeś zlizywać moje łzy. - Ale słone.
- No tak, bo łzy zwykle są słodkie - powiedziałem i zacząłem się rozluźniać.
Ty to jesteś.
- No widzisz? Od razu lepiej - uśmiechnąłeś się i cmoknąłeś mnie w nos. - Wrażliwiec.
- Dureń.

Wsunąłeś się głębiej, a ja znowu jęknąłem. Ból powoli mijał. Zacząłeś się delikatnie poruszać, a ja zamknąłem oczy i odleciałem. Musiałem się rozluźnić. Czułem, jak rytmicznie poruszasz biodrami, i uspokajałem się.
- Nie wytrzymam dłużej - sapnąłeś mi w szyję i wszedłeś aż po jaja.
Syknąłem i ugryzłem cię w ucho. Drżałeś. Zacząłeś cicho stękać, a potem wbiłeś się znowu do samego końca.
Bolało.
Zamknąłeś oczy i trysnąłeś. Czułem, jak cały się trzęsiesz.
- Matko, jakie to zajebiście cudowne - westchnąłeś głośno i opadłeś na mnie. - Ja pierdzielę.
Byłeś wykończony. Ja w sumie też. Gdy wyjąłeś członek, poczułem, jak wszystko ze mnie wycieka.
Pięknie.
Mógłbym sobie jeszcze zwalić, ale nie byłem już zbyt nakręcony. Podniecenie opadło. Może przez ten ból. 
- Nie musisz - szepnąłem, gdy dotknąłeś mojego penisa.
- Na pewno?
- Tak. Zrobisz to jutro.
- W porządku. Wykąpiesz się ze mną?
- Jasne.

Cierpliwość jest kluczem do szczęścia

KAIEN

- Spójrz na mnie - sapnąłem ci w usta i objąłem twoją twarz dłońmi.
- Mmhhh?
Jezu, byłeś teraz taki bezbronny i uległy. Jarałem się. Chciałem już w ciebie wejść. Wbić się w rozgrzaną dziurę i kochać się z tobą całą noc.
Byłem podniecony jak cholera.
- Kaien, muszę odetchnąć - szepnąłeś, patrząc mi w oczy.
- Nic z tego - powiedziałem i liznąłem cię w dolną wargę.
Potem zacząłem ją ssać. Byłem niecierpliwy.
No dalej, Senju. 
Widziałem, że chcesz. Uwielbiałem cię takiego. Zmysłowego, kuszącego i napalonego. Nie musiałeś się powstrzymywać.
Bądź sobą.
- Dotknij mnie jeszcze - szepnąłeś i odrzuciłeś głowę.
- O tak, kotku - wyszczerzyłem się i ugryzłem cię lekko w szyję.
Boże, zwariuję. Naprawdę.
Chciałem szybciej. Gdzie ten cholerny żel?
- Boże, tak mi dobrze - westchnąłeś, gdy dotknąłem twojego penisa. - Nie tak mocno.
- Nie wątpię - zaśmiałem się i spojrzałem ci w oczy.
Miałeś dziwne spojrzenie. Pewnie byłeś teraz lekko nadwrażliwy po wytrysku.
- Słodziak - uśmiechnąłem się i pogładziłem cię po włosach.
- Zamknij się - sapnąłeś. - Daj mi chwilę.
- Dobra, chodź.

Byłem napalony. Chciałem szybciej. Marzyłem o tym. Jezu, jak ja uwielbiałem się z tobą kochać!
- Co to?
- Żel - powiedziałem z cwanym uśmieszkiem.
- Aha. O wszystkim pomyślałeś.
- Tak. Jestem cudowny, nie?
- Na pewno.
- Już możesz?
- Aż tak ci się chce?
- Oczywiście. Też chce trysnąć. W twojej ciasnej dupci - powiedziałem, mrużąc oczy, i mocno cię objąłem.
- Dureń. Skąd masz ten żel?
- Kupiłem. Pięknie pachnie, nie? A jaki skuteczny!
- Skąd wiesz? - zaśmiałeś się, a ja cmoknąłem cię w szyję.
- Chcesz się przekonać?
- Tak.
Znowu to spojrzenie.
Całowaliśmy się mocno, namiętnie i niecierpliwie. Traciłem rozum. Czułem, jak zwoje nerwowe zaczynają wariować. Pchnąłem cię na stół i rozsunąłem ci szeroko nogi. Parsknąłeś śmiechem i znowu spojrzałeś mi w oczy.
- No co? - zamruczałem, liżąc cię w szyję.
- Nic. Dobrze mi z tobą.
- Mnie z tobą też.
Spokojnie.
Wyciśnij trochę żelu na palce.
Mmhh, orzechowy.
Teraz wsadź palec Senju w dupę.
Potem drugi.
Rozciągaj.
Spokojnie.
- Jakie to uczucie? - uśmiechnąłem się, patrząc ci w oczy.
- Chcesz się przekonać? - Uniosłeś brew, a ja zacząłem się szczerzyć.
- Nie dziś. Cwaniaczek.
- Jutro?
- Pojutrze - powiedziałem i ugryzłem cię lekko w sutek.
Syknąłeś i poruszyłeś biodrami.
- Wejdź już we mnie.
- Cierpliwość jest kluczem do szczęścia.
- Wejdź. We. Mnie.
- Dobra, nie mogę odmówić - powiedziałem i przyciągnąłem cię za uda. - Wyrucham cię tak, że będzie się kurzyło.
Znowu zacząłeś się śmiać, ale zarzuciłeś mi nogi na ramiona.
Tak.
Przysunąłem się bliżej i dotknąłem główką twojego odbytu.
Pulsował.
Uśmiechnąłem się lekko i pchnąłem biodra.

wtorek, 6 września 2016

O tym, jak uciekliśmy z imprezki i pojechaliśmy się ruchać

SENJU

Cholera.
Cholera.
Cholera!
Wiedziałem, że tak będzie. Że też Kot musiał się obudzić. Kurczę, no!
Mogłem się bardziej sprzeciwiać. Boże, czemu ja jestem taki napalony?
Pobiegłem do kuchni i zacząłem nerwowo pić wodę. Byłem podniecony i wkurzony. Serce waliło jak oszalałe. Nie mogłem się uspokoić.
Kurczę, Senju, ty idioto.
Musisz coś zrobić z tą erekcją w gaciach!

Otworzyłem okno i zapaliłem papierosa. Było chłodno i mokro, a ja byłem cholernie pijany.
I napalony.
Wkurzony i podniecony.
Nienawidziłem takich wybuchowych mieszanek.
- Przepraszam, Senju. - Usłyszałem twój głos i drgnąłem.
Obróciłem się do ciebie przodem, a chwilę potem parsknąłem śmiechem. Miałeś cholernie pocieszną minę. Chyba też byłeś trochę zmieszany. Pewnie Kyu już się domyślił. A co mi tam.
- Z czego rżysz? - spytałeś, a ja znowu zacząłem się śmiać.
- Z niczego.
Kurde, i jak tu się na ciebie gniewać?
- Sorki, że tak wyszło. Jesteś zły? - spytałeś i podszedłeś bliżej.
- Już nie. Chcesz wina?
- Wina?
- Tak, wina. Czy wolisz wódkę?
- I to wszystko?
Chyba byłeś zdziwiony. Pewnie myślałeś, że zacznę się fochać.
- Wszystko. To żaden problem, nie? - uśmiechnąłem się i objąłem cię w pasie.
- Trochę mi głupio.
- Mnie też. Kot wie?
- Teraz na pewno.
- Dobra, nieważne. Przez ciebie mam erekcję.
- Ciekawe, co mam z tym zrobić? - uśmiechnąłeś się jak cwaniak i pogładziłeś mnie po włosach.
- Może...? - Uniosłem znacząco brew.
- Jedziemy do mnie? - spytałeś, patrząc na mnie wyczekująco.
- Co? Tak po prostu? A co im powiemy?
- Że jedziemy cię ruchać?
- Spadaj. Musimy coś...
- Zamknij się już.
- Dobra, milczę.

* * * * *
- Na pewno się skapnęli - powiedziałem, gdy wsiedliśmy do taksówki.
- Kot i Kyu i tak już się domyślili. Reszta była zbyt zajęta chlaniem - uśmiechnąłeś się i usiadłeś obok mnie.
Poczułem, jak bierzesz mnie za rękę, i drgnąłem. Tak po prostu? Przy ludziach?
Nie, to tylko początek.
Udo.
Cholera.
Jeszcze wyżej.
Kurczę, porąbało cię?
Siedziałem i szczerzyłem się jak idiota, a ty masowałeś mi krocze. Ciekawe, czy taksówkarz to zauważył?
Tylko spokojnie.

Byłem pijany. Kręciło mi się w głowie.
Deszcz. Zimno. Drzwi. Klatka schodowa.
Zimna ściana i twoje ciepłe usta.
Kurde, no!
Znowu drzwi. Mieszkanie. Ciepełko. Rażące światło.
Kolejny rozpalający pocałunek.
Ciepła ściana. Dłonie i usta.
Zdzieraliśmy z siebie ubrania i nie przestawaliśmy się całować. Miałem ochotę pochłonąć cię całego. Przytuliłem się do twojej gorącej klaty i zacząłem całować cię w szyję. Dotykałeś mnie mocno i niecierpliwie. Gdy zacisnąłem zęby na twoim sutku, syknąłeś i odciągnąłeś mnie za włosy. Spojrzenie miałeś drapieżne.
Wszystko wirowało. Kolory, smaki, dźwięki, obrazy.
Zamknąłem oczy i poczułem, jak całujesz mnie w pępek. Zsunąłeś mi spodnie i pomasowałeś krocze.
Kurde, obciągnij. Tak mi się chce!
- Zwolnij - powiedziałeś i znowu cmoknąłeś mnie w pępek.
- Dlaczego? - szepnąłem, gładząc cię po włosach. - Zawsze musisz mnie tak...
- Zawsze - uśmiechnąłeś się i potarłeś nosem o moje krocze.
- Kaien.
- Tak?
- Ty draniu.
- Wiem - wyszczerzyłeś się i zsunąłeś mi bokserki.
Zacisnąłem zęby i wstrzymałem oddech.
Obciągnij!
Boże, chyba oszaleję.
Liznąłeś leciutko żołądź, a potem zacząłeś ssać.
Nareszcie.
Zamknąłem oczy i przylgnąłem plecami do ściany. Czułem, jak wbijasz mi paznokcie w biodra.
Dobrze.
Tak dobrze!
Otworzyłem oczy i zerknąłem w dół. Cholera. Miałeś zarumienione policzki.
Niesłychane.
Gdy pogładziłem cię po głowie, zacząłeś mruczeć. Poczułem przyjemne wibracje na członku.
Tak. Obciągaj.
Jeszcze.
Matko, ale to jest przyjemne!
Doszedłem ci w ustach i głośno westchnąłem. Krew pulsowała w głowie i skroniach. Było mi strasznie gorąco. Chyba połknąłeś spermę. Poczułem, jak całujesz mnie w brzuch, a potem osunąłem się na kolana.
- Kurde - szepnąłem i otarłem ci spermę z policzka, a potem oblizałem palec.
Słonawa.
Znałem to spojrzenie. Drapieżne, napalone i władcze. Oczy ci lśniły. 
To tylko początek. 
Przysunąłem się bliżej i pocałowałem cię lekko w usta.
- Wypnij się - powiedziałeś i zacisnąłeś dłoń na moim pośladku. - Chcę ci wsadzić, kochanie.
Cholera.

Pierwsza wpadka

KAIEN

Zniknąłeś. Kot też. Czyżby...? 
Nie, na pewno nie.
Cholera, a może ja jestem zazdrosny? 
Nie, byłem na to zbyt pijany.
Gdy wbiegłeś do kuchni, paliłem z Kyu. Spojrzałem na ciebie i wyszczerzyłem się. Zguba się znalazła.
- Gdzieś ty był? - spytał Kyu. - Kaien cię szukał.
- Nieprawda - zaprzeczyłem.
- Chcesz wina?
- Nie chcę - powiedziałeś, siadając przy stole.
Chyba byłeś trochę rozkojarzony. Miałeś czerwone uszy i policzki. Urocze.
- Na pewno? - spytał Kyu.
- Na pewno. Kaien, możemy pogadać?
- Mam spadać? - spytał Kyu i puścił mi oczko.
Domyślił się? 
Niemożliwe. Boże, chyba mnie porąbało.
- Tak, dzięki - uśmiechnąłeś się do niego, a on tylko westchnął i przewrócił oczami: - To pójdę poszukać Sayi. - I wyszedł w kuchni.

Czekałem na to. Przysunąłem się bliżej i pocałowałem cię w usta. Mocno i namiętnie. Na początku trochę się sprzeciwiałeś, ale potem uległeś. Boże, co ja odwalam?
Byłem podniecony. Chciałem cię bzyknąć. Tu i teraz. Powalić na ziemię, zerwać z ciebie ciuchy i wbić się w tę rozgrzaną dupę.
Kurczę, spokojnie. Kaien, nie zachowuj się jak napalony nastolatek. To wszystko przez alkohol.
Jebać to.
Wsunąłem ci ręce pod koszulę i zacząłem macać. W kuchni było ciemno i ciepło. Odrzuciłeś głowę i jęknąłeś.
A jak ktoś nas przyłapie? Kyu na pewno już się domyśla.
Jebać to.
Usiadłeś mi na kolanach i zacząłeś się o mnie ocierać. Ja pierdolę.
- Robisz to specjalnie? - powiedziałem i liznąłem cię w ucho.
- Nie. Tak - zaśmiałeś się i przytuliłeś do mnie mocniej.
- Co ty taki nakręcony?
- Nic. 
- Dobra, i tak wszyscy są pijani - szepnąłem i znowu pocałowałem cię w usta. 

Odwzajemniałeś mocno i chciwie. Chciałem stąd spadać. Zepchnąłem cię z kolan i pociągnąłem do pokoju. Nie wiem, którego. Było ciemno. Kyu o coś mnie pytał, ale nie słyszałem. Chyba próbował mi coś powiedzieć, ale miałem to w dupie.
Gdy w końcu zamknąłem drzwi, przycisnąłem cię do ściany i zacząłem całować.
- Kaien, poczekaj - sapnąłeś, gdy zsunąłem ci spodnie.
- Dlaczego? Nikogo tu nie ma.
- Kyu nas... Boże, przestań - westchnąłeś i otarłeś się o mnie biodrami.
- Sam zachowujesz się jak napalona dziwka - zaśmiałem się i pocałowałem cię w szyję.
- Nie, nie możemy tutaj...
- Możemy - powiedziałem i uciszyłem cię pocałunkiem.
- Puść mnie, ty idioto - syknąłeś. - Zobacz, ktoś tam jest - dodałeś, patrząc w stronę łóżka.
- Co?
- Ktoś tam śpi.
- O kurwa, faktycznie - powiedziałem i odsunąłem cię.
Podszedłem bliżej, żeby sprawdzić, kto jest tym draniem, i zamarłem. 
Kot.
Cholera.
- Mówiłem, że nie możemy - powiedziałeś szeptem, ale parsknąłem śmiechem.
- Spoko, jak jest pijany, to nic go nie obudzi. - Objąłem cię w pasie, ale chyba byłeś spięty.
- Nie mogę tak - oburzyłeś się, a ja znowu zacząłem cię macać.
- Nie kłam. Podnieca cię to, prawda? - zamruczałem i liznąłem cię w szyję.
- Ty idioto, nie. Przestań. A co, jak się obudzi?
- Nie obudzi - powiedziałem i pchnąłem cię do ściany.
Chyba byłeś trochę zmieszany. 
- Kaien, przestań - szepnąłeś i oblizałeś wargi.
- Przecież widzę, że ci się chce - powiedziałem i osunąłem się na kolana.
- Co robisz?

O tak. To chyba strach. Uwielbiam to spojrzenie.
- Loda - powiedziałem i pocałowałem cię w brzuch.
- Pojebało cię - sapnąłeś i odrzuciłeś głowę. - Mówiłem, żebyś przestał.
- Nie przestanę.
- Zawsze musisz mnie prowokować?
- Zawsze - uśmiechnąłem się i wtuliłem nos w twoje bokserki.
O tak. Znajomy zapach Senju. 
Chciałem ci obciągnąć. Gdy zacząłem cię lizać, wczepiłeś się w moje włosy i zacząłeś stękać.
- Przestań, zabiję cię - sapnąłeś, a ja wyszczerzyłem się i zsunąłem ci bokserki.
- Przestań, faktycznie. Obaj przestańcie. - Usłyszałem poirytowany głos Kota i zamarłem.
Więc jednak nie spał.
Albo się obudził.
Obudziliśmy go.
Cholera.
Byłeś zmieszany i przerażony.
- Sorki, Kiciuś, poniosło nas trochę - powiedziałem i uśmiechnąłem się nerwowo.
- Pieprzcie się gdzie indziej. Ludzie tu próbują spać - fuknął.
- Dobra, przepraszam. Już spadamy.
Było mi trochę głupio. Tobie chyba też. Na pewno, bo mordowałeś mnie wzrokiem.
Cholera, Kot wie.
Gdy wyszliśmy z pokoju, natknęliśmy się na Kyu. Cudownie, kurwa mać. Pięknie.
- Chciałem wam tylko powiedzieć, żebyście nie budzili Kota. Mówił, że chyba ma kaca - powiedział i uśmiechnął się znacząco.
- Ja spadam - rzuciłeś niedbale i znowu posłałeś mi zabójcze spojrzenie.
Pięknie.
Podniecenie poszło się jebać.

piątek, 19 sierpnia 2016

Kocie podchody

SENJU 
 
Saya zjawiła się godzinę później. Z Ester. Ciekawe. 
Ja byłem pijany i napalony. Macałeś mnie przy ścianie, ale wolałem nie ryzykować. Mimo to byłem nakręcony. Lubiłem patrzeć, jak tracisz panowanie nad sobą. Może się trochę nad tobą znęcałem.
Ktoś zgasił światło, a ja poczułem napływ gorąca. Chciałem cię dotykać. Całować. Byłem pijany. Chciałem, żebyś mnie macał. 
Ale mogłem o tym pomarzyć. 
Kot na pewno bardzo cię lubił. Może za bardzo. Chyba byłem trochę zazdrosny.
Saya zapaliła kilka świec. Poczułem, jak ktoś wkłada mi do ręki papieroska. Kot. Wiadomo. I to nie był papieros, tylko skręt.
- Zapalisz ze mną? - spytał i uśmiechnął się słodko. - A może jesteś grzecznym chłopcem i nie robisz takich rzeczy?
- Nie jestem - powiedziałem i też się uśmiechnąłem.
- To zapal. Chodź ze mną. - Wziął mnie za rękę i poprowadził do pokoju Sayi. - Chcę z tobą pogadać.
- Po co?
- Nikt nawet nie zauważy - zaśmiał się i zamknął drzwi. 
Paliliśmy w ciemności.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- O Kaienie - powiedział i uśmiechnął się, patrząc mi prosto w oczy.
- Dlaczego?
- Jesteście blisko? - Zaciągnął się i przechylił głowę.
- Trochę - powiedziałem prawie szeptem.
Kurczę. Wiedział?
- Długo się znacie? - spytałem, gdy oparł się plecami o ścianę.
- Dziesięć lat. - Zaczął bawić się kolczykiem w wardze.
- To dużo.
- No.
- To o czym chciałeś pogadać?
- O stosunkach.
Zaczęły mi się pocić dłonie.
- Sypiacie ze sobą? - spytał i przysunął się bliżej.
Patrzył mi prosto w oczy. Było ciemno, ale widziałem ten zwycięski uśmiech.
- Skąd ci to przyszło do głowy? 
Nie potrafiłem ukryć zmieszania. Przecież to nie jego sprawa.
- Czy ja ci wyglądam... - zacząłem, ale uciszył mnie dłonią.
Zamarłem.
- Nie tłumacz się. Spoko. Jestem tolerancyjny - uśmiechnął się szeroko. - Po prostu nie sądziłem, że Kaien poleci na faceta. On się chyba w tobie zadurzył.
- Nie wiem, o czym mówisz - oburzyłem się. - My nigdy...
- Daj spokój, Senju - powiedział z sarkazmem.
- Puszczaj. - Chciałem go odepchnąć, ale nie puścił mnie. - Co ty robisz?
- Nie podniecaj się tak, spokojnie. - Przycisnął mnie do ściany. - Przecież nikomu nie powiem. Nie musisz się martwić. Jaki on jest?
Porąbało go? Był za blisko! Bezczelny. Pijany. Niemożliwy.
- Skąd wiesz? - spytałem, a on dotknął mojego policzka.
Znowu zamarłem.
- Wtedy w nocy, słyszałem - uśmiechnął się i przeprowadził mi opuszkami palców po skórze.
- Cudownie.
- No. Ale nie oddam ci go - spoważniał, ale w oczach dalej miał kurwiki. - Nie zabierzesz mi go. On jest mój. Może się pieprzyć, z kim chce, ale należy do mnie. Przyjaźń ponad wszystko.
- Ale...
Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć.
- Ostatnio ciągle lata do ciebie.
Aha. Więc był zazdrosny! To miłe. Dobrze mu tak. Ja też byłem.
- Ja nie chciałem, żeby...
- Chciałeś - dokończył. - Nie udawaj. Ale on jest mój. Móóój - powiedział i przysunął się jeszcze bliżej. - Artyści to zboczeńcy, nie? - zaśmiał się i przytulił się do mnie całym ciałem.
- Co robisz? - szepnąłem.
Był za blisko.
- Nic. Gadam od rzeczy, tak? - zaśmiał się i dotknął ustami mojego policzka.
- Puść mnie - szepnąłem, ale nie ruszyłem się z miejsca.
- Wybacz, jestem pijany.
- Nie zabiorę ci go - powiedziałem, gdy objął mnie w pasie.
- Sorki, nagadałem ci bzdur. Wcale tak nie myślę. Upiłem się - spojrzał mi w oczy. - Jesteś całkiem ładny. Nawet bardzo. Nie dziwię się Kaienowi.
- To nie tak. - Znowu się zmieszałem, a Kot przejechał palcami po mojej szyi.
- A jak? Powiesz mi? - Dotknął mojego ramienia i oblizał wargi.
- To nic takiego.
- Pokażesz mi? Chcę wiedzieć. - Poczułem, jak dotyka mojej dłoni, a potem splata palce z moimi.
- Co robisz? - szepnąłem.
- Podobasz mi się.

Byłem pijany. Wszystko płynęło. Kot mnie kusił. Albo prowokował. Chciałem go pocałować. Jezu, był tak blisko. Ciepły i napalony. I tak samo pijany.
Poczułem na twarzy jego oddech i zamknąłem oczy.
Wszystko płynęło.
Usta miał gorące i wilgotne. Całował obłędnie. Był wyuzdany jak cholera. Wsuwał głęboko język, zasysał wargę i drażnił skórę ciepłym oddechem.
Zacząłem odwzajemniać. Kot pogłębił pocałunek i wczepił się palcami w moje włosy. Przycisnął mnie mocniej do ściany i oderwał się od moich ust.
- Cholera - sapnął i ugryzł mnie w szyję.
Jego dłonie błądziły po moim ciele. Macał mnie. Dotykał, masował i drażnił. Objąłem go w pasie i liznąłem jego kolczyk.
- Słodki jesteś - zaśmiał się i cicho syknął. - Chyba mnie kręcisz.
- Wcale nie - szepnąłem, ale nie mogłem się od niego oderwać.
Coś było ze mną nie tak. Miałem erekcję.
- Szkoda, że nie jesteśmy sami. Wiesz, co mógłbym ci zrobić? - Poczułem, jak dotyka paska od spodni.
Kurwa. Senju, przerwij to.
Ja pitolę. Cudownie.
- Coś ci się powiększyło. - Liznął mnie w ucho i zaczął masować moje krocze.
Poddałem się. Wczepiłem się w jego włosy i pociągnąłem go w stronę łóżka. Śmiał się i próbował się wyrwać, ale trzymałem go mocno.
- Przestań prowokować - powiedziałem i rzuciłem go na łóżko.
- Bo co mi zrobisz? - zaśmiał się i oblizał wargi. - Lodzika?
- Przestań.
- Przecież chcesz. Stanął ci - wyszczerzył się i otarł się o mnie kroczem. - Widzisz? Ja też.
- To nic nie znaczy. Nie powinno cię to obchodzić.
- Ale obchodzi mnie Kaien.
- To nie twoja sprawa.
Kurde, prawie dałem się uwieść.
- Jasne, że moja. Wiesz, co mnie najbardziej podnieca?
- Co? O co ci chodzi?
Spróbował się znowu wyrwać, ale trzymałem go mocno.
- Dominacja - powiedział i zmrużył oczy. - Lubię uległych kochanków. W sumie to kochanki. Lubię się z nimi droczyć, kusić i doprowadzać do szału, a potem brać ostro i szybko - powiedział i znowu się wyszczerzył. - Z facetami też tak mogę.
- Nic mi do tego - rzuciłem niedbale.
Jasne. Wręcz przeciwnie. Ja lubiłem odwrotnie. Ulegałem. Kurczę, Kot by się nadawał. Moglibyśmy... Tak, przecież jestem uległy. Chyba. Z tobą byłem. Podniecało mnie to jak...
Chwila moment. O czym ja w ogóle myślę? I co wyrabiam?
Boże, ale ze mnie debil.

Odsunąłem się od Kota i wstałem. Chyba był zdziwiony. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, a ja otworzyłem drzwi i wybiegłem z pokoju.
Matko, ale ze mnie idiota. Jaki Kot? Jaka uległość?
Przecież potrzebuję tylko ciebie.

Całowanie przy ścianie

KAIEN
Trochę się rozładowałem podczas próby. Całe szczęście. Ciągle myślałem o pocałunku Kota. Ten kretyn chyba chciał mnie sprowokować.
A potem dostałem od ciebie SMS-a i wyszczerzyłem się. A jednak odezwałeś się pierwszy. Brawo, Senju. Nareszcie. Chciałem, żebyś się trochę wykazał. Musiałem wiedzieć, że też ci zależy.
- Kto? - spytał Kot.
- Co kto? - Szczerzyłem się dalej.
- Widzę, że szykuje się upojny wieczór?
- Spadaj.
- Wyskoczymy na piwko? - spytał Tulku.
- Nie dziś.
- Kaien, nie bądź dupkiem. No proooszę cię.
- Mam plany na wieczór.
- Kim ona jest? - rzucił Ki-Ki.
- Nie powiem.
- Obiecałeś, że pójdziemy na piwo! - Tulku nie dawał za wygraną.
- Chłopie, nie dziś. Dajcie żyć.
- Kaienuś, nie wrócisz na noc? - spytał Kot, a ja walnąłem go w głowę.
- Nie wrócę. A co, jesteś zazdrosny?
- Spadaj.
- Dupek - rzuciłem i wyszedłem na korytarz.
Dobra, niech się nabijają. Pewnie myślą, że idę ruchać jakąś cycatą blondynę.
W sumie prawie mieli rację. Byłeś blondynką, tylko nie miałeś cycków. To prawie to samo, nie?

Jarałem się. Gdy do ciebie zadzwoniłem, chyba piłeś.
- Cześć, Kaien. Co tam? - Głos miałeś rozbawiony.
- Hej. Już po próbie, chcesz się spotkać?
- Chleję sobie z Kyu.
- Aha, ok. To nie będę przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz. Możesz się przyłączyć. Razem z Kotem - dodał po chwili. - Mamy whiskey.
- No nie wiem.
- Mamy powód.
- Jaki powód?
- Powiem ci, jak przyjedziesz.
- Cwaniaczek - zaśmiałem się. - No dobra. Będziemy za pół godziny.
- Okej. Czekam.

- I co? - spytał Kot.
- Podsłuchiwałeś?
- Nie.
- Zmiana planów. Jadę do Senju.
- Ahaaaa.
- Pojedziesz ze mną?
- Co? - zdziwił się.
- Saya też będzie.
- Jak Saya, to jadę. Kiedy?
- Teraz.
- Supcio! Jeeeej!
- Hej, ja też chcę! - wtrącił Tulku.
- Dobra, ale ty stawiasz.
- W porządku.
- No to załatwione. Zbierajcie się.
Tulku to jednak Tulku. Nie opuści żadnej imprezy.

* * * * *
Nie byłeś zdziwiony. Byłeś za to pijany, bo strasznie dużo gadałeś. Od razu znaleźliście z Tulku wspólny język. Kot poszedł z Kyu do kuchni. Chyba robili drinki.
Ty byłeś nakręcony i ciągle mnie dotykałeś.
- Gdzie jest kibel? - spytał Tulku.
- Chodź, pokażę ci.

Poszedłem z wami. Gdy trampkarz zniknął w kiblu, przycisnąłem cię do ściany i pocałowałem chciwie w usta. 
Ciepło. Mokro. Przyjemnie.
Odepchnąłeś mnie i oblizałeś nerwowo wargi.
- Zobaczą nas - szepnąłeś, patrząc mi w oczy.
- I co z tego? Pokój Sayi jest teraz wolny? - Dotknąłem opuszkami palców twojego policzka.
- Co? - zmieszałeś się.
- Chciałbym cię teraz...
- Zamknij się. - Uciszyłeś mnie dłonią. - Nie podniecaj się tak. Chodź. Kot robi drinki.
- Wiem. Senju, nie będę mógł się teraz skupić.
- Ja też.
No to pięknie.