Kaien i Senju ;)

piątek, 19 sierpnia 2016

Kocie podchody

SENJU 
 
Saya zjawiła się godzinę później. Z Ester. Ciekawe. 
Ja byłem pijany i napalony. Macałeś mnie przy ścianie, ale wolałem nie ryzykować. Mimo to byłem nakręcony. Lubiłem patrzeć, jak tracisz panowanie nad sobą. Może się trochę nad tobą znęcałem.
Ktoś zgasił światło, a ja poczułem napływ gorąca. Chciałem cię dotykać. Całować. Byłem pijany. Chciałem, żebyś mnie macał. 
Ale mogłem o tym pomarzyć. 
Kot na pewno bardzo cię lubił. Może za bardzo. Chyba byłem trochę zazdrosny.
Saya zapaliła kilka świec. Poczułem, jak ktoś wkłada mi do ręki papieroska. Kot. Wiadomo. I to nie był papieros, tylko skręt.
- Zapalisz ze mną? - spytał i uśmiechnął się słodko. - A może jesteś grzecznym chłopcem i nie robisz takich rzeczy?
- Nie jestem - powiedziałem i też się uśmiechnąłem.
- To zapal. Chodź ze mną. - Wziął mnie za rękę i poprowadził do pokoju Sayi. - Chcę z tobą pogadać.
- Po co?
- Nikt nawet nie zauważy - zaśmiał się i zamknął drzwi. 
Paliliśmy w ciemności.
- O czym chciałeś porozmawiać?
- O Kaienie - powiedział i uśmiechnął się, patrząc mi prosto w oczy.
- Dlaczego?
- Jesteście blisko? - Zaciągnął się i przechylił głowę.
- Trochę - powiedziałem prawie szeptem.
Kurczę. Wiedział?
- Długo się znacie? - spytałem, gdy oparł się plecami o ścianę.
- Dziesięć lat. - Zaczął bawić się kolczykiem w wardze.
- To dużo.
- No.
- To o czym chciałeś pogadać?
- O stosunkach.
Zaczęły mi się pocić dłonie.
- Sypiacie ze sobą? - spytał i przysunął się bliżej.
Patrzył mi prosto w oczy. Było ciemno, ale widziałem ten zwycięski uśmiech.
- Skąd ci to przyszło do głowy? 
Nie potrafiłem ukryć zmieszania. Przecież to nie jego sprawa.
- Czy ja ci wyglądam... - zacząłem, ale uciszył mnie dłonią.
Zamarłem.
- Nie tłumacz się. Spoko. Jestem tolerancyjny - uśmiechnął się szeroko. - Po prostu nie sądziłem, że Kaien poleci na faceta. On się chyba w tobie zadurzył.
- Nie wiem, o czym mówisz - oburzyłem się. - My nigdy...
- Daj spokój, Senju - powiedział z sarkazmem.
- Puszczaj. - Chciałem go odepchnąć, ale nie puścił mnie. - Co ty robisz?
- Nie podniecaj się tak, spokojnie. - Przycisnął mnie do ściany. - Przecież nikomu nie powiem. Nie musisz się martwić. Jaki on jest?
Porąbało go? Był za blisko! Bezczelny. Pijany. Niemożliwy.
- Skąd wiesz? - spytałem, a on dotknął mojego policzka.
Znowu zamarłem.
- Wtedy w nocy, słyszałem - uśmiechnął się i przeprowadził mi opuszkami palców po skórze.
- Cudownie.
- No. Ale nie oddam ci go - spoważniał, ale w oczach dalej miał kurwiki. - Nie zabierzesz mi go. On jest mój. Może się pieprzyć, z kim chce, ale należy do mnie. Przyjaźń ponad wszystko.
- Ale...
Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć.
- Ostatnio ciągle lata do ciebie.
Aha. Więc był zazdrosny! To miłe. Dobrze mu tak. Ja też byłem.
- Ja nie chciałem, żeby...
- Chciałeś - dokończył. - Nie udawaj. Ale on jest mój. Móóój - powiedział i przysunął się jeszcze bliżej. - Artyści to zboczeńcy, nie? - zaśmiał się i przytulił się do mnie całym ciałem.
- Co robisz? - szepnąłem.
Był za blisko.
- Nic. Gadam od rzeczy, tak? - zaśmiał się i dotknął ustami mojego policzka.
- Puść mnie - szepnąłem, ale nie ruszyłem się z miejsca.
- Wybacz, jestem pijany.
- Nie zabiorę ci go - powiedziałem, gdy objął mnie w pasie.
- Sorki, nagadałem ci bzdur. Wcale tak nie myślę. Upiłem się - spojrzał mi w oczy. - Jesteś całkiem ładny. Nawet bardzo. Nie dziwię się Kaienowi.
- To nie tak. - Znowu się zmieszałem, a Kot przejechał palcami po mojej szyi.
- A jak? Powiesz mi? - Dotknął mojego ramienia i oblizał wargi.
- To nic takiego.
- Pokażesz mi? Chcę wiedzieć. - Poczułem, jak dotyka mojej dłoni, a potem splata palce z moimi.
- Co robisz? - szepnąłem.
- Podobasz mi się.

Byłem pijany. Wszystko płynęło. Kot mnie kusił. Albo prowokował. Chciałem go pocałować. Jezu, był tak blisko. Ciepły i napalony. I tak samo pijany.
Poczułem na twarzy jego oddech i zamknąłem oczy.
Wszystko płynęło.
Usta miał gorące i wilgotne. Całował obłędnie. Był wyuzdany jak cholera. Wsuwał głęboko język, zasysał wargę i drażnił skórę ciepłym oddechem.
Zacząłem odwzajemniać. Kot pogłębił pocałunek i wczepił się palcami w moje włosy. Przycisnął mnie mocniej do ściany i oderwał się od moich ust.
- Cholera - sapnął i ugryzł mnie w szyję.
Jego dłonie błądziły po moim ciele. Macał mnie. Dotykał, masował i drażnił. Objąłem go w pasie i liznąłem jego kolczyk.
- Słodki jesteś - zaśmiał się i cicho syknął. - Chyba mnie kręcisz.
- Wcale nie - szepnąłem, ale nie mogłem się od niego oderwać.
Coś było ze mną nie tak. Miałem erekcję.
- Szkoda, że nie jesteśmy sami. Wiesz, co mógłbym ci zrobić? - Poczułem, jak dotyka paska od spodni.
Kurwa. Senju, przerwij to.
Ja pitolę. Cudownie.
- Coś ci się powiększyło. - Liznął mnie w ucho i zaczął masować moje krocze.
Poddałem się. Wczepiłem się w jego włosy i pociągnąłem go w stronę łóżka. Śmiał się i próbował się wyrwać, ale trzymałem go mocno.
- Przestań prowokować - powiedziałem i rzuciłem go na łóżko.
- Bo co mi zrobisz? - zaśmiał się i oblizał wargi. - Lodzika?
- Przestań.
- Przecież chcesz. Stanął ci - wyszczerzył się i otarł się o mnie kroczem. - Widzisz? Ja też.
- To nic nie znaczy. Nie powinno cię to obchodzić.
- Ale obchodzi mnie Kaien.
- To nie twoja sprawa.
Kurde, prawie dałem się uwieść.
- Jasne, że moja. Wiesz, co mnie najbardziej podnieca?
- Co? O co ci chodzi?
Spróbował się znowu wyrwać, ale trzymałem go mocno.
- Dominacja - powiedział i zmrużył oczy. - Lubię uległych kochanków. W sumie to kochanki. Lubię się z nimi droczyć, kusić i doprowadzać do szału, a potem brać ostro i szybko - powiedział i znowu się wyszczerzył. - Z facetami też tak mogę.
- Nic mi do tego - rzuciłem niedbale.
Jasne. Wręcz przeciwnie. Ja lubiłem odwrotnie. Ulegałem. Kurczę, Kot by się nadawał. Moglibyśmy... Tak, przecież jestem uległy. Chyba. Z tobą byłem. Podniecało mnie to jak...
Chwila moment. O czym ja w ogóle myślę? I co wyrabiam?
Boże, ale ze mnie debil.

Odsunąłem się od Kota i wstałem. Chyba był zdziwiony. Spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, a ja otworzyłem drzwi i wybiegłem z pokoju.
Matko, ale ze mnie idiota. Jaki Kot? Jaka uległość?
Przecież potrzebuję tylko ciebie.

Całowanie przy ścianie

KAIEN
Trochę się rozładowałem podczas próby. Całe szczęście. Ciągle myślałem o pocałunku Kota. Ten kretyn chyba chciał mnie sprowokować.
A potem dostałem od ciebie SMS-a i wyszczerzyłem się. A jednak odezwałeś się pierwszy. Brawo, Senju. Nareszcie. Chciałem, żebyś się trochę wykazał. Musiałem wiedzieć, że też ci zależy.
- Kto? - spytał Kot.
- Co kto? - Szczerzyłem się dalej.
- Widzę, że szykuje się upojny wieczór?
- Spadaj.
- Wyskoczymy na piwko? - spytał Tulku.
- Nie dziś.
- Kaien, nie bądź dupkiem. No proooszę cię.
- Mam plany na wieczór.
- Kim ona jest? - rzucił Ki-Ki.
- Nie powiem.
- Obiecałeś, że pójdziemy na piwo! - Tulku nie dawał za wygraną.
- Chłopie, nie dziś. Dajcie żyć.
- Kaienuś, nie wrócisz na noc? - spytał Kot, a ja walnąłem go w głowę.
- Nie wrócę. A co, jesteś zazdrosny?
- Spadaj.
- Dupek - rzuciłem i wyszedłem na korytarz.
Dobra, niech się nabijają. Pewnie myślą, że idę ruchać jakąś cycatą blondynę.
W sumie prawie mieli rację. Byłeś blondynką, tylko nie miałeś cycków. To prawie to samo, nie?

Jarałem się. Gdy do ciebie zadzwoniłem, chyba piłeś.
- Cześć, Kaien. Co tam? - Głos miałeś rozbawiony.
- Hej. Już po próbie, chcesz się spotkać?
- Chleję sobie z Kyu.
- Aha, ok. To nie będę przeszkadzać.
- Nie przeszkadzasz. Możesz się przyłączyć. Razem z Kotem - dodał po chwili. - Mamy whiskey.
- No nie wiem.
- Mamy powód.
- Jaki powód?
- Powiem ci, jak przyjedziesz.
- Cwaniaczek - zaśmiałem się. - No dobra. Będziemy za pół godziny.
- Okej. Czekam.

- I co? - spytał Kot.
- Podsłuchiwałeś?
- Nie.
- Zmiana planów. Jadę do Senju.
- Ahaaaa.
- Pojedziesz ze mną?
- Co? - zdziwił się.
- Saya też będzie.
- Jak Saya, to jadę. Kiedy?
- Teraz.
- Supcio! Jeeeej!
- Hej, ja też chcę! - wtrącił Tulku.
- Dobra, ale ty stawiasz.
- W porządku.
- No to załatwione. Zbierajcie się.
Tulku to jednak Tulku. Nie opuści żadnej imprezy.

* * * * *
Nie byłeś zdziwiony. Byłeś za to pijany, bo strasznie dużo gadałeś. Od razu znaleźliście z Tulku wspólny język. Kot poszedł z Kyu do kuchni. Chyba robili drinki.
Ty byłeś nakręcony i ciągle mnie dotykałeś.
- Gdzie jest kibel? - spytał Tulku.
- Chodź, pokażę ci.

Poszedłem z wami. Gdy trampkarz zniknął w kiblu, przycisnąłem cię do ściany i pocałowałem chciwie w usta. 
Ciepło. Mokro. Przyjemnie.
Odepchnąłeś mnie i oblizałeś nerwowo wargi.
- Zobaczą nas - szepnąłeś, patrząc mi w oczy.
- I co z tego? Pokój Sayi jest teraz wolny? - Dotknąłem opuszkami palców twojego policzka.
- Co? - zmieszałeś się.
- Chciałbym cię teraz...
- Zamknij się. - Uciszyłeś mnie dłonią. - Nie podniecaj się tak. Chodź. Kot robi drinki.
- Wiem. Senju, nie będę mógł się teraz skupić.
- Ja też.
No to pięknie.

Głupie czekanie

SENJU
Udawałem, że nic nie wiem. Nic nie słyszałem. Żadnych jęków. Nic a nic.
Było mi trochę głupio. Saya z Ester? Ciekawe, dlaczego? Myślałem, że Ester lubi mnie. Zresztą, co mnie to obchodzi. Dziś myślałem tylko o naszym spotkaniu. Mówiłeś, że wieczorem będziesz wolny. Nie widzieliśmy się od kilku dni. To trochę długo.
Gdy Ester pojechała do domu, spróbowałem pogadać z Sayą. Delikatnie. Taktownie.
Ale była cwana. Milczała. Albo udawała, że nie wie, o co mi chodzi.
No to nie naciskałem. Nie moja sprawa.
Byłem zmęczony. Potrzebowałem zmian. Od pół roku byłem sam. Ostatni związek nie wypalił. Chciałem coś zmienić. Stworzyć. Namalować. Czułem się pusty i niespełniony.
Chciałem się z tobą spotkać. To ciebie potrzebowałem.
Obijałem się, bo miałem wolne. Nie zadzwoniłeś, więc postanowiłem nie czekać. Nie to nie. Zabrałem się za malowanie. Chciałem się jakoś rozładować. Pozbyć się tego smutku i niepokoju. Zżerały mnie od środka.
Czemu nie zadzwoniłeś? Miałeś próbę? Mówiłeś, że będziesz wolny.
Smutne. Czego ja niby oczekiwałem?
Cholera.

Było zimno, więc założyłem sweter i zaparzyłem herbatę. Sayi nie było w domu.
Chyba byłem zazdrosny. Jak jakiś gówniarz. Jezu.
Paliłem w kuchni. Saya mnie zabije, wiem. Ale teraz miałem to w dupie.
Było mi przykro. 

Sam do ciebie napisałem. Nie wiem, po co. Miałem być twardy. Nie chcesz, to nie.
Ale jakoś tak samo wyszło. Bałem się, że zaczniemy się od siebie oddalać, a przecież to tylko początek.
Bałem się, że nie jestem ci potrzebny.

Nie odpisałeś. No tak. Głupi Senju.
Zadzwoniłem do Kyu.
- Wpadniesz?
- Jasne. Będę za pół godziny.
Kochany przyjaciel.
- Muszę ci coś powiedzieć.
- A co ty taki tajemniczy? - zaśmiałem się.
- Potem ci powiem i będziemy mogli to uczcić.
- Dobra, to czekam.

* * * * *
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi? - spytałem, gdy wszedł do środka.
Dał mi butelkę whiskey, a ja zamrugałem ze zdziwienia.
- Więc?
- Dziś imprezka - powiedział, zdejmując buty. - Saya miała cię uprzedzić.
- Nic o tym nie wiem - zdziwiłem się.
- Nie mówiła ci?
- Nie bardzo.
- To mówiła czy nie?
- Zależy, o czym.
- O płycie.
- O płycie?
- No, nagramy epkę.
- Serio?
- Nooo! - Szturchnął mnie w bok i zaśmiał się.
- Super. Gratuluję. Ale fajnie.
Kyu usiadł na łóżku i zaczął żreć czipsy, a ja otworzyłem butelkę whiskey.
- No! Jestem dumny jak cholera - powiedział i rozwalił się na łóżku.
- Saya nic mi nie mówiła.
- Może chciała ci zrobić niespodziankę?
- Jeszcze nie wróciła.
- Senju, kurde, nagramy epkę!
- Tak, wiem! Cieszę się! Będziesz sławny - zaśmiałem się, a on znowu przywalił mi w żebro.
- Nie nabijaj się. Zobaczysz, będziemy supportem twojego Kaiena.
- On nie jest mój.
- Senju, czy Saya kogoś ma? - Nagle zmienił temat.
- Czemu pytasz? - wyszczerzyłem się.
Wiedziałem, czemu. Zawsze na nią leciał.
- Po prostu nie chcę, żeby związała się z jakimś...
- Kaienem?
- No na przykład.
- Raczej z Kotem.
- Z Kotem? - zdziwił się.
- No. Chyba go lubi. Bardzo.
- Szkoda.
No szkoda. Kyu lubił Sayę. Aż za bardzo. Ona nie.
- To nie jest to, o czym pomyślałeś - zmieszał się.
- Jasne.
- Ona jest dla mnie jak siostra.
- Jasne.
- Co się szczerzysz?
- Nic. Jakby co, to wam kibicuję.
- A pierdol się - zaśmiał się.
Zgadłem. Był zmieszany.
- Dobra, nieważne. Nagramy płytę! Jeeeeeeej!
- Cieszę się. Rozumiem, że chcesz się z tej okazji upić?
- Tak.
- A potem kacyk na śniadanko?
- Może być.
- Dobra, polej.
- Kochany, zawsze można na ciebie liczyć - zaśmiał się.
No, jestem kochany. Co będę się przejmować pierdołami. Nie chcesz mnie, to nie. Nie wiesz, co tracisz.

I wtedy zadzwoniła komórka.

O tym, jak całuje Kot

KAIEN
- Kocie, przestań – powiedziałem i odepchnąłem go.
Kurwa, ale miał kuszące spojrzenie. No nie mogę! Te oczy, ta mina, ten zapach. Ja pierdolę.
Spokojnie, Kaien.
- Sorki – zaśmiał się.
Pewnie też ledwo się hamował. Oddech miał szybki i przerywany.
- Dobra, zapomnij.
Jezu, jakie zapomnij? Muszę się uspokoić.
Serce waliło jak szalone. Kot spojrzał na mnie i uśmiechnął się jak cwaniak.
- Czego rżysz? - Zmieszałem się.
- Śmiesznie wyglądasz.
- Co?
- Nic. Dawno nie widziałem cię tak zmieszanego - wyszczerzył się.
- Jesteś nienormalny.
- Spadaj.
- O co ci chodzi? - Zacząłem się wkurzać.
Było mi trochę głupio. Nabijał się ze mnie?
- O nic. Ale podobało ci się, prawda? - Spojrzał na mnie pytająco.
- Bardzo śmieszne. Spadaj.
- Jak chcesz - powiedział, ale nie ruszył się z miejsca.
Oparł się o ścianę i po prostu się na mnie gapił. Nawet nie przykrył się ręcznikiem. Nic. Zero. Stał goły i pewnie miał ubaw. Pieprzony prowokator. Chyba był bardzo pewny siebie i rozbawiony.
Drażnił mnie. Był wkurzający. Cholera, czemu tak na mnie działał? Czułem się jak debil. Jak napalony chłoptaś, który nie potrafi się hamować.
Wkurzał mnie jego zadzior w spojrzeniu i dumna postawa. Chciałem go złamać. Wiedziałem, że na to czeka.
Nie doczeka się.
Wdech.
Wydech.
Spokojnie.
- Już ci lepiej? - spytałem, podając mu ciuchy.
Nie odpowiedział. Gapił się na mnie z tym cwanym uśmieszkiem.
Chciałem go poskromić. Albo przywalić mu. Nie miałem pojęcia, co działo się w jego głowie. Widziałem tylko główkę. Był napalony. Ja też.
Młotek.
- To idę - powiedziałem i wróciłem do swojego pokoju.

Pieprzony dureń. Pewnie chciał sprawdzić, czy mnie kręci. 
W głowie miałem chaos. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papieroska.
Nie, tak być nie może. Odbiło mu. Na pewno się ze mnie nabijał. Przecież jest moim kumplem. Nie sypiam z kumplami.
- Kaien, sorki. - Usłyszałem jego głos i aż podskoczyłem. 
Ubrał się już i wysuszył włosy. Koszulę miał rozpiętą. Mimowolnie zerknąłem na jego klatę. Płaska, z leciutko zarysowanymi mięśniami. Bardzo leciutko. Prawie wcale. Zawsze był chudy. 
Ładny, płaski brzuch. Trochę babski. Delikatny i miękki.
Kot był zmysłowy.
Był ładny.
Lubiłem ładnych ludzi. 
Już nie byłem na niego zły. Dziwne. Przecież wiele razy lizaliśmy się na imprezach. Po pijaku. Dla jaj. Nigdy na poważnie.
Był zazdrosny?
- Dobra, zapomnij - westchnąłem i zgasiłem papierosa. - Ale i tak jesteś pojebany.
- Wiem. Ty też - powiedział, gdy wróciliśmy do pokoju. - Jesteś zły?
- A powinienem?
- Nie wiem. - Nalał sobie wina.
- Spadaj.
- Świetnie całujesz - zaśmiał się.
- Wiem, ale o tobie nie mogę tego powiedzieć. - Skłamałem.
- Sratu tatu - zaśmiał się. - Nie mów, że cię rozczarowałem.
- Przecież lizaliśmy się wiele razy. Nie ma o czym gadać.
- Ale teraz było inaczej - powiedział i uśmiechnął się tak jakoś... nie wiem, niewinnie?
- Dobra, skończ już. 
- Jak chcesz. Ale uważam, że dobrze całuję.
- Możesz sobie uważać, co chcesz. Idę pod prysznic.
- Mogę z tobą?
- Wal się, młotku - fuknąłem, a on ryknął śmiechem. - Debil.
- Idiota.
- Spadaj, kretynie - powiedziałem ze śmiechem i wyszedłem z pokoju.
Chciałem już pobyć sam. Uspokoić się trochę, wyciszyć. 
Taaa, wyciszyć. 
Zwalić pod prysznicem.
Musiałem się rozładować.
Pieprzony Kot.

czwartek, 28 lipca 2016

Fetysze mojej siostry

SENJU

Znowu się upiłem.
Nie tylko ja.
Paliliśmy z Ester na balkonie. Czułem, że wszystko płynie. Było mi tak ciepło w środku. Alkohol piękna rzecz. Ester chyba gapiła się w niebo. Było dość cicho i chłodno. Cisza była nieco krępująca. Nie wiedziałem, o czym gadać z Ester.
- Senju, ty malujesz, nie? - odezwała się pierwsza, a ja odetchnąłem z ulgą.
Dzięki Bogu.
- Tak - powiedziałem i zgasiłem papierosa.
- Pokazałbyś mi swoje obrazy? - uśmiechnęła się lekko, a ja poczułem się dumny.
- Chcesz je zobaczyć? - wyszczerzyłem się.
- Tak, Saya dużo mi o tobie opowiadała - powiedziała, poprawiając swoją falbaniastą spódnicę.
- Dobra. - Znowu wziąłem ją za rękę i poprowadziłem do pokoju.

Czułem się trochę dziwnie. Zawsze tak było, gdy byłem z nią sam na sam. Niby taka spokojna i tajemnicza, ale czułem coś więcej. Nie wiedziałem, co to jest. Napięcie? Nie. Na pewno nie seksualne. Dobra, miała ładne piersi i ogólnie była zgrabna, ale co z tego? Nie kusiła mnie. Była naturalna i trochę infantylna.
- Co się tak patrzysz? - spytała, a ja drgnąłem.
- Nie, to nic takiego. Zamyśliłem się, wybacz - powiedziałem i wyjąłem ostatni obraz. - Ten jest ostatni. Długo go malowałem.
- Czemu?
- Nie wiem, ciągle mi czegoś brakowało.
- Natchnienia?
- Coś w tym rodzaju.
- Ale ładnie ci wyszło - uśmiechnęła się. - Podoba mi się. Jest taki ciepły i jednocześnie melancholijny.
Jak ona. Nawet pasowało.

- Co się tak spoufalacie beze mnie? - Saya wparowała do pokoju z butelką wina.
- To nic takiego. Chyba pójdę zapalić - powiedziałem, a ona zabiła mnie wzrokiem. - No co?
- Nic. Ester, pokazał ci już wszystko?
Chyba się zmieszała. Urocze.
- Nie wszystko - powiedziała, a ja parsknąłem śmiechem.
Byłem pijany.
- To co, chlejemy dalej? - spytałem, biorąc Ester za rękę.
- Tak.
Chyba była zawstydzona.
- Jeśli chcesz, pokażę ci coś więcej - powiedziałem, ale Saya walnęła mnie w głowę. - Oddawaj butelkę!
- Nic z tego. Spadaj. Zboczeniec. Mamy całą noc, auć! Puszczaj! - pisnęła, gdy zacząłem ją łaskotać.
Chyba mi trochę odbiło.
- W nocy zwykle śpię - powiedziałem, kiedy w końcu się poddała. - Skąd masz to winko? Ja też chcę.
- Nie wierzę, że w nocy tylko śpisz.
- A co niby miałbym robić?
- To, co samotni faceci robią w łóżku? - zerknęła na Ester i wyszczerzyła się.
- I kto tu jest zboczony? - Przewróciłem oczami i zabrałem jej butelkę. - Dobra, kobiety, dawać wino.

* * * * *
Nie pamiętam, jak zasnąłem. Obudziłem się w środku nocy i poleciałem do łazienki. Bałem się, że zarzygam podłogę. Kurwa, miałem kaca, a przecież nie wypiłem tak dużo!
Wróciłem do kuchni i napiłem się wody. Głowa mi pękała. Kobiety już pewnie spały. Zabrałem szklankę ze sobą i poszedłem sprawdzić, czy śpią.
I zamarłem.
Jęk.
O cholera.
Tak, to na pewno był jęk. Jeden, drugi, trzeci. I kolejny. I znowu. Któraś z nich jęczała.
O matko.
Poczułem się głupio.
- Saya, tak, zrób tak jeszcze. - Więc to Ester?
Niemożliwe. Czyżby Saya... tego, no?

Byłem zmieszany. Serce zaczęło bić szybciej. Wróciłem do kuchni i usiadłem przy stole. Siedziałem sobie w ciemności i próbowałem to wszystko ogarnąć.
Moja siostra bzykała się z Ester? Czemu?
Kurde, przecież to nic takiego. Pewnie upiły się i jakoś tak wyszło. Nie no, Senju, przecież sam bzykałeś się z facetem.
Ale i tak to było dziwne. Przecież to moja siostra. Nie musiałem wiedzieć, z kim sypia.
Suszyło mnie. Wypiłem chyba pół litra zimnej wody i wróciłem do pokoju. Poszedłem na balkon zapalić. Było zimno, ale co tam. Musiałem ochłonąć.
Zacząłem myśleć o tobie. Jak zwykle.

Była trzecia w nocy, ale nie mogłem zasnąć. Kac, zmęczenie, głupie myśli. Czułem się okropnie. Głowa mi pękała. No i Saya. Boże, siostra pewnie wylizywała cipkę Ester. Matko, nie, nie, nie. Nie powinienem o tym myśleć.

* * * * *
Obudziłem się po siódmej i od razu poszedłem pod prysznic. Głowa mnie jeszcze trochę bolała. Chyba rzucę picie.
Gorąca woda cudownie rozluźniała. Podkradłem Sayi jakiś balsam. Pachniał orzechami. Chyba. Masowałem zmęczone mięśnie i znowu myślałem o tobie. Ciekawe, czy dzisiaj uda nam się spotkać? Chyba mieliście próbę? Pewnie znowu będziesz gdzieś imprezować. Trochę mnie to wkurzało. Chciałem spędzać z tobą więcej czasu. Przecież to same początki. Chciałem lepiej cię poznać. Potrzebowałem twojej bliskości. Dotyku, uśmiechu, spojrzenia. Twoich pieszczot. Seksu.

Napaliłem się. Zjechałem dłonią w dół i zacząłem sobie trzepać. Członek szybko zrobił się twardy. To chyba oczywiste. Boże, chciałem się z tobą kochać.
Doszedłem po kilku minutach. Wymęczyłem penisa i odetchnąłem z ulgą. Woda zmyła spermę. Chyba poczułem się trochę lepiej.
Ciekawe, jak spojrzę w oczy Sayi.

I nie wódź nas na pokuszenie...

KAIEN

Obudziłem się na podłodze. Kot spał obok. Chyba nie miałem kaca. Dziwne. Trochę bolała mnie głowa. Zerknąłem na Kota. Dupek. Spał w najlepsze, do tego chrapał! Był rozczochrany, prawie się ślinił, a pod oczami miał resztki cieni do powiek. Ja pierdzielę. Pewnie wyglądałem tak samo. Podniosłem się i poszedłem do łazienki.
Jezu.
Ale przynajmniej nie miałem kaca.
Na pewno kiedyś to powtórzymy.

Kawa i papieros smakowały zwyczajnie. Palenie nie sprawiało mi dziś przyjemności. Dziwne. Umyłem zęby i polazłem pod prysznic. Woda przyjemnie rozluźniała i koiła nerwy. Odżyłem. Kot spał sobie słodko dalej. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem zrobić sobie śniadanie. Jajecznica i resztki sera. Dobre i to.

* * * * *
Kot ciągle spał, a ja nie chciałem go budzić. Miałem nadzieję, że nie będzie miał kaca. Był taki uroczy, gdy spał. Kochany. Nigdy nie myślałem o nim w ten sposób. Chyba znajomość z tobą tak na mnie wpłynęła. Zacząłem patrzeć na facetów. Kot miał ładne oczy. Piękne. Duże i zielone. Lekko pucołowate policzki i ładnie zarysowane wargi. Kolczyk bardzo mu pasował. A gdy nie używał lakieru i żelu, włosy miał delikatne i miękkie.

Gapiłem się w lustro i rozmyślałem. Kurwa, jakbym nie miał nic innego do roboty. To wszystko było takie dziwne. Nigdy nie myślałem, że będę z facetem. Dobra, lizałem się, macałem, ale... To było dla jaj. Po prostu chciałem spróbować. Zawsze byłem wolny i niezależny. Robiłem to, na co miałem ochotę. Byłem dumny, że miałem tylu fanów, a raczej fanek. Nie, fanów też. Chętnie wskoczyliby mi do wyra. Jeszcze kilka tygodni temu wcale mi to nie przeszkadzało. Chętnie bym korzystał. Lubiłem takie życie. Żadnych zobowiązań. Żadnej odpowiedzialności.
Ale coś we mnie pękło.
Zmieniłeś mnie. Chyba.

Badałem swoją twarz. Byłem zmęczony po chlaniu. Te podkrążone oczy, szara cera, tłuste włosy - ohyda. Nie chciałem ich ścinać. Niech rosną. W zespole tylko Tulku miał krótkie. Robił sobie zajebistego irokeza. Ja bym tak nie mógł.
Ty miałeś piękne włosy. Jarały mnie. Serio. Były takie miękkie, delikatne i cudowne. Idealne. Macałbym bez końca. Jak można mieć tak długie włosy? Wyglądałeś w nich trochę niewinnie.
Taaa, niewinnie.
Byłeś kuszący jak cholera. Ruchałbym.
Przecież ruchałeś, Kaien.
I nie tylko ruchałeś.
Wyszczerzyłem się i wróciłem do kuchni.

* * * * *
Czułem się odrobinę pijany, ale zabrałem się za tłumaczenia. Musiałem to zrobić. Byłem natchniony. Kiedyś trzeba.
Ale obudził się Kot. Przeklinał. Bardzo. Poleciał do łazienki. Boże, biedaczek. Pewnie rzygał jak kot. Poszedłem do kuchni i czekałem na niego z lekami na kaca.
Był blady jak ściana. Miał podkrążone oczy i wilgotne włosy. Podałem mu szklankę wody i prochy. Usiadł przy stole i schował twarz w dłoniach.
- Matko, więcej nie piję - powiedział zachrypniętym głosem.
Zawsze tak mówił. Ja też.
- Zdycham - westchnął i położył głowę na stole.
- Łyknij te proszki, Kotku - powiedziałem, a on znowu westchnął i spojrzał na mnie ze zrezygnowaniem.
- Kaien, chyba zdechnę.
- To się połóż. Albo idź pod prysznic.
- Nie.
- Nie nie, tylko tak - powiedziałem i zmusiłem go, żeby łyknął prochy. - Wstawaj.
- Czemu? - jęknął.
- Idziemy pod prysznic.
- Nie chcę. Nie mogę. Chyba będę rzygać.
- Idziemy.

Poprowadziłem go do łazienki. Biedaczysko. Kochany pijak. Wyglądał słabiutko.
- Chodź tu - powiedziałem i pomogłem mu rozpiąć koszulę.
Ledwo trzymał się na nogach. Chyba faktycznie miał gigantycznego kaca.
- Niedobrze mi - szepnął.
- Rzygaj śmiało - powiedziałem i odkręciłem wodę. - Potem posprzątasz.
Zdjął bokserki i wszedł pod prysznic.
- Jakby co, jestem za drzwiami - powiedziałem, gładząc go po ramieniu, i wyszedłem.

Po kwadransie usłyszałem, jak otwiera drzwi. Był całkiem goły. Nawet się nie wytarł. Woda ściekała mu zewsząd.
- Lepiej? - spytałem, podchodząc do niego i podając mu ręcznik.
Nie reagował, więc sam go nim owinąłem. Potem wziąłem z łazienki drugi i zacząłem wycierać mu włosy. Stał spokojnie i gapił się na mnie jak cielę na malowane wrota.
- Kiciuś, tak lepiej?
- Lepiej - szepnął.
- To gdzie reakcja na bodźce? - zaśmiałem się i poczochrałem jego wilgotne włosy. - Niedobrze ci?
- Tylko trochę. Już mi dużo lepiej. Dzięki.
- Dobrze się czujesz? Nie zimno ci? - Nie przestawałem go wycierać.
- Nie. Kaien?
- Co?
- Dziś próba. Jezu, nie dam rady - jęknął.
- Nie myśl teraz o tym. Do wieczora ci przejdzie - powiedziałem i cmoknąłem go w skroń.

Był trochę nieprzytomny, ale przynajmniej nie rzygał.  Uśmiechnął się słabo, a ja ściągnąłem mu ręcznik z bioder. Chyba się zmieszał, bo odwrócił się do mnie dupą.
- Nie musisz mnie wycierać - powiedział i zabrał mi ręcznik.
- Jak chcesz, ale wcześniej nie miałeś nic przeciwko - uśmiechnąłem się i puściłem mu oczko.
- Debil - zaśmiał się i obrócił się do mnie przodem. - Ale masz rację, już mi lepiej.
Patrzył mi prosto w oczy.
- Właśnie widzę - powiedziałem, a on nie odrywał ode mnie wzroku. - Mam ci jakoś pomóc?
- A chcesz? - spytał i oblizał wargi.
Miał dziwne spojrzenie. Chyba trochę zadziorne. Co w niego wstąpiło?
- A ty? - odbiłem piłeczkę i położyłem mu dłoń na ramieniu.
- Jeśli chcesz... - powiedział.
Miał kurwiki w oczach. Kusił mnie?
- Dobra, to od czego zaczniemy?
- Może od tego? - Przysunął się do mnie i objął mnie za szyję.
Zmieszałem się. Chyba mu odbiło. Prowokował spojrzeniem.

- I co? Zatkało kakao? - zaśmiał się i przeprowadził opuszkami palców po moim policzku.
- Co ty niby robisz?
Zaskoczył mnie. Byłem zmieszany, ale go nie odepchnąłem. Przecież to mój Kot.
Kurwa, jaki mój Kot? Był goły. Przytulił się do mnie mocniej, a ja drgnąłem.
- Zdaje się, że chciałeś mi pomóc - powiedział i uśmiechnął się jak cwaniak.
Jezu, co w niego wstąpiło?
- Matoł - powiedziałem, ale przytulił się mocniej.
- I co z tego? I tak mnie kochasz - uśmiechnął się, a ja zamknąłem oczy.
Czułem się lekko odurzony. Kot mnie kusił, a ja nie chciałem się sprzeciwiać. Poczułem, jak muska moje wargi swoimi. Delikatnie i zmysłowo. Cholera. Kręciło mi się w głowie. To nie mogło dziać się naprawdę. Nie, niemożliwe. Chyba umył zęby, bo pachniał miętą. Pogłębił pocałunek i wsunął mi język do gęby, a ja poczułem, że zaczynam się podniecać.

Kurwa, przecież to Kot!
To było dziwne. Lizałem się z przyjacielem. To nie było dla jaj.
Podobało mi się. Zacząłem odwzajemniać. Objąłem go w pasie i poczułem, że ma erekcję.
Matoł.
Wsunął mi palce we włosy i zaczął całować mocniej. Cholera, Kaien, tak nie wolno.
Ale nie mogłem przestać. Całował mnie namiętnie i zachłannie. Poczułem, jak przeprowadza mi palcami wzdłuż kręgosłupa, i jęknąłem. Nie mogłem się powstrzymać. To było tak cholernie przyjemne!
Kurde, musiałem to przerwać! Tak nie wolno.
Kot liznął mnie w szyję i ugryzł lekko w grdykę, a potem zassał płatek uszny.
Nie. Przestań.
Nie z Kotem.
Gdy znowu mnie pocałował, zawyłem i odepchnąłem go.
Cholera.
Tak nie wolno.

Ale mi się chciało!

Nadejście gotyckiej czerni

SENJU

Zostało mi tylko wino. I papierosy. I pędzle. Pewnie smutek jest moim natchnieniem. Kiedy maluję, czas mija szybko. Bardzo szybko.
Może zbyt szybko.
Ale wtedy nie myślę.
Chyba muszę odpocząć. Ochłonąć.
Ale to odurza. Mocniej niż wino. To uczucie jest silne i upajające.
Bałem się. Ty chyba też. Wszystko działo się zbyt szybko. Nie było już podziału na normalne i nie.
Teraz to było oczywiste.
Znowu włączyłem muzykę i dałem się ponieść. Malowałem.
Myślałem.
Cholera.
Myślałem o tobie. Niedługo kolejny koncert. Potem znowu impreza.
Ciekawe, czy masz jakiś cel w życiu? Nowa płyta? Tłumy fanów? Trasa koncertowa? Sława? Czy kochałeś muzykę tak jak ja malowanie?
Laski na pewno szalały na twój widok. Sam to widziałem.
Nic dziwnego, byłeś przystojny. Miałeś to coś. Byłeś wysoki, miałeś zajebiste czarne włosy i ładne oczy. Takie ciemnoniebieskie, prawie granatowe.
No i byłeś gitarzystą zespołu rockowego. Która laska nie chciałaby mieć gitarzysty?
Kiedyś też chciałem zostać gitarzystą.
Śmieszne.

Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Słyszałem, jak Saya poszła otworzyć. Kobiecy głos. Ciekawe, kto to? Odłożyłem pędzle i poszedłem sprawdzić. Ester. Jak zwykle urocza w czerni. Zerknęła w moją stronę i uśmiechnęła się.
- Cześć, Senju - powiedziała, a potem wyjęła z torby butelkę tequili.
- Ester zostanie na noc - wtrąciła Saya i zabrała jej butelkę. - Nie masz nic przeciwko, prawda?
- Jasne. Będę mógł się przyłączyć?
- Za dużo pijesz.
- No co ty - oburzyłem się.
Boże, siostro, co ci odbiło?
- Dobra, Ester, chyba nie mamy wyboru - powiedziała Saya i zerknęła na kumpelę.
- Mnie to nie przeszkadza - uśmiechnęła się Ester.
Miała taki sam kolczyk w wardze jak Kot.
- To co, robimy sobie artystyczny wieczór? - spytałem i klasnąłem w dłonie.
- Aleś ty entuzjastyczny - uśmiechnęła się Saya. - Dobra, chodźcie, dziubasy.
Będzie ciekawie.

* * * * *
Ciekawe, czemu Ester była gotką? To chyba taki styl życia. Ja nigdy nie byłem buntownikiem. Ester była spokojna i całkiem miła. I miała ładny uśmiech. I włosy. I lubiła gorsety. Miała fajne piersi. Malowała oczy na czarno. Usta czasem też. Była całkiem inna niż Saya. Siostra słuchała czasem dziwacznej muzyki, no ale. Była roześmiana, wygadana, towarzyska i wesoła. Lubiła ludzi. A Ester była tajemnicza, spokojna i zamknięta w sobie. I zawsze ubrana na czarno. Zawsze. Ale nie była smutna ani zdołowana. Może trochę melancholijna i rozmarzona. Nieco nieobecna.
Chyba chciałem poznać ją lepiej.

Dopiliśmy tequilę i otworzyliśmy butelkę wina. Miało być dla nas. Ciebie i mnie. Myślałem, że wpadniesz. Nie wpadłeś.
Byłem pijany. Wszystko było takie proste. Jak cholera.
Czasami miałem wrażenie, że jesteś tylko mrzonką. To takie oderwanie od rzeczywistości. Sen. Nigdy bym nie pomyślał, że mogę lecieć na faceta. Zacząłem zwracać uwagę na mężczyzn. Kot chyba cię lubił. Bardzo. Ty go również. Chyba byłem zazdrosny. Trochę.
Nie trochę.
Chciałem mieć cię tylko dla siebie, choć wiedziałem, że to raczej niemożliwe. Ciekawe, co będzie, jak mi przejdzie? Skończy się szał i fascynacja? Nie będzie namiętności? Co wtedy?

Ale teraz miałem to w dupie. Piłem z laskami. Jedna z nich była moją siostrą.
- To ja idę zapalić - powiedziałem i wstałem z łóżka.
- Ja też. - Ester zerknęła na mnie i lekko się uśmiechnęła.
- Chodź - powiedziałem i wziąłem ją za rękę.
- Ester, kotku, nie pal - wtrąciła Saya. - A ty otwórz okno. A najlepiej spadajcie na balkon.
Saya nienawidziła tego smrodu.
- Chodź - powiedziałem i pociągnąłem Ester do swojego pokoju.