niedziela, 15 stycznia 2017

Przepraszam

SENJU

Na dworze było już ciemno. Zimno i mokro. Staliśmy na przystanku i paliliśmy. Dokoła nie było żywej duszy.
Jezu, jaki dół. Co ja jej powiem?
– Senjuś, nie spinaj się – szepnąłeś, obejmując mnie ramieniem.
– Łatwo ci mówić.
– Nie tak łatwo, ale musisz z nią pogadać.
– Wiem.
– Kurwa, to czekanie mnie dobija. – Westchnąłeś i spojrzałeś w niebo.
– Jestem złym człowiekiem. – Zadrżałem i zacisnąłem zęby.
– Pojebało cię. – Objąłeś mnie mocniej, a ja znowu się spiąłem.
Faktycznie.

O tym, że czasem warto pogadać ze swoim wewnętrznym ja

KAIEN

Wczoraj się schlałem, ale dziś byłem trzeźwy. Nie chciałem pić. Zrobiłem sobie porządny obiadek, a potem próbowałem grać, jednak wszystko było do dupy. Kot gdzieś wyszedł. Szkoda. Chciałem z nim pogadać. Wygadać się. Potrzebowałem go. Czułem się dziś strasznie samotny. Nie chciałeś, żebym przyjechał, no to nie przyjechałem. Rozumiałem, że potrzebujesz czasu. Siedziałem nad kartką papieru i próbowałem pisać. Cokolwiek. Ja pierdolę, po co mi to wszystko?
Paliłem na balkonie, potem znowu próbowałem grać. Później brałem się za tłumaczenia, ale nie szło mi. Wszystko było nie tak.
Ja pierdolę. Jebać to.
Już miałem do ciebie zadzwonić, ale zawahałem się. Bo niby co ci powiem? Może nienawidziłem teraz Ester, ale było mi jej trochę szkoda. Pewnie też czuła się zagubiona. Dowiedziała się, że facet, którego kocha, woli mnie. Faceta.
Boże, ten świat jest pojebany. Nigdy nie sądziłem, że przytrafi mi się coś takiego.

Ja chyba jestem chory psychicznie

SENJU

No, poryczałem sobie, to można wracać. 
Ale staliśmy tak jeszcze chwilę. W ciszy, skupieni, objęci.
– Trochę zimno – powiedziałem, obejmując cię mocniej.
– No, trochę – szepnąłeś i znowu pogładziłeś mnie po włosach. – Wracajmy.
– Mmmhh.
– Jeszcze tylko buzi. – Uśmiechnąłeś się ciepło i złapałeś mnie za brodę.
– Ale...
– Cicho.
Całowałeś mnie delikatnie, kojąco, powoli, ale i tak drżałem z zimna.

piątek, 13 stycznia 2017

Ruiny w słońcu

KAIEN

– No już, skarbie, podnieś się – powiedziałem, bo zacząłem się trochę martwić.
Wyciszyłeś się, ale ciągle klęczałeś i obejmowałeś moje uda. Zakręciłem wodę, a ty westchnąłeś i wstałeś. Objąłem cię w pasie i pocałowałem w usta.
– Senju?
– Tak?
– Chcesz się przejść?
– Co? – Zamrugałeś. – Nie wiem.
– Pogadamy sobie – szepnąłem i pocałowałem cię w ucho.
– Jestem zmęczony. – Jęknąłeś, ale nie dawałem za wygraną.
– Przewietrzysz się.
– E tam.
– No chodź – zamruczałem, a ty westchnąłeś ze zrezygnowaniem.
– No dobra.

Kłębek myśli, czyli moje pojęcie estetyki

SENJU

Leżałem i tylko chłonąłem twoje pieszczoty. Ciepłe, delikatne, czułe. Takie ostrożne i miękkie. Uspokoiłem się trochę. Objąłem cię za szyję i pocałowałem lekko w usta. Nie było żadnych namiętnych uniesień. Dotykaliśmy się powoli i delikatnie. Nawet gdy masowałem twój penis, nie byłem nakręcony. Tak, miałem erekcję, ale nie czułem tego szału i ognia. Potrzebowałem wyciszenia. Po prostu zwykłego, czułego dotyku.
Kojącego.
Znowu wsunąłeś mi palce we włosy, a ja westchnąłem. Gdy zacząłeś masować mi skórę głowy, zamruczałem cicho i wygiąłem się w plecach.
Przyjemnie.
Nie chciałem teraz o niczym myśleć.
– Senju, musisz mi coś obiecać – szepnąłeś, pieszcząc językiem moją szyję.
– Co takiego?
– Nieważne, co się wydarzy – powiedziałeś i spojrzałeś mi w oczy. – Przetrwamy to.
– Mmmhh – mruknąłem i zamknąłem oczy.
Pocałowałeś mnie w usta, a ja znowu objąłem cię za szyję. Ocieraliśmy się o siebie powoli, trochę leniwie. Po całym ciele rozlała się przyjemna fala ciepła.
Nareszcie.
– Wypnij się – szepnąłeś, a ja zadrżałem.
Tak po prostu?
– Wyliżę cię – powiedziałeś, a ja zamrugałem i oblizałem wargi.
– Co? – Byłem trochę zmieszany.
– To, co słyszałeś. Wiem, że lubisz. To na pewno pomoże ci się wyciszyć. – Uśmiechnąłeś się miękko, a ja poczułem, że oblewam się rumieńcem.
Skąd to zażenowanie?